Strona główna / Zapiski / Nadzieja nie jest z tego świata i ma trw ...

Zapiski

Nadzieja nie jest z tego świata i ma trwać.

Data publikacji: 31.12.2025

Od blisko dziesięciu lat jestem wolontariuszką w jadalni sióstr Albertynek przy ulicy Woronicza. Trafiłam tu, bo bliskie mi są słowa, które kiedyś wypowiedziała Helen Keller: „Jestem tylko jedna i aż jedna. Nie mogę zrobić wszystkiego, ale coś mogę zrobić”.

No tak. Ale potrafiłam też pomyśleć coś takiego… To było na samym początku, kiedy jedna z Sióstr wprowadzała mnie w pracę w jadalni. Powiedziała wtedy: „Staramy się, żeby nasi ubodzy mogli tu zjeść w spokoju i godnie”. I moje wewnętrzne zdziwienie: „Jak to godnie? To nie wystarczy, że mogą zjeść?”.

Wolę tego nie wspominać. Ale chcę opowiedzieć pewną historię.

Kilka lat temu zaprosiłam do domu na Wigilię młodego mężczyznę – niech w tym tekście ma na imię Kuba. Wyraziła na to zgodę Siostra, która wówczas koordynowała pracę jadalni, zgodziła się też moja rodzina.

Kuba był podopiecznym Sióstr, osobą korzystającą z posiłków. Przez pewien czas przychodził tylko na zupę, potem zaczął pomagać w jadalni. W zamian za to dostawał trochę żywności. Był energiczny, dobrze zorganizowany, praca w zespole wyraźnie go cieszyła, czuł się potrzebny. Kiedyś mi powiedział: „Wiesz, jak mojego brata wypuszczą z więzienia, powiem mu, żeby tu przyszedł... Żeby zobaczył wolontariuszy. Niech się przekona, że można żyć inaczej”.

To był okres, kiedy Kuba próbował wyjść z alkoholizmu.

Jego życie było bardzo pogmatwane: startował z samego dołu: patologiczna rodzina w dzieciństwie, potem wódka, narkotyki, zakład karny, zerwany związek z dziewczyną, po którym pozostało dziecko. Ale było w nim wielkie pragnienie wyjścia na prostą – i chyba nadzieja.

W zasadzie przyjął moje zaproszenie na Wigilię, ale do ostatniej chwili nie powiedział, czy na pewno przyjdzie. Rozumiałam to. Jednak punktualnie o osiemnastej zadzwonił do drzwi. Z foliowej torby wyciągnął długi makowiec – Siostra wyposażyła go na tę wizytę jak dobra mama. Dała mu to, co akurat w jadalni miała „na stanie”.

Kuba usiadł z nami przy stole. Wszyscy rozmawiali z nim przyjaźnie, unikając tematów osobistych. Świeciły się gwiazdki na choince, ktoś składał rozrzucone opakowania po prezentach, za oknem wirowały pojedyncze płatki śniegu. Dzieci śpiewały wyuczoną w przedszkolu pastorałkę:

 

Dzieciąteczko tam na sianie cicho śpi,

A Maryi płyną z oczu łzy, szczęścia łzy:

Okruszyno moja miła, w bólu Ciebie porodziłam,

Witaj mi, witaj mi, witaj mi…

 

Kuba przełamał początkowe skrępowanie, sporo mówił i wyglądał na zadowolonego. Może choć przez te dwie godziny nie pamiętał, skąd przyszedł i gdzie będzie musiał wrócić.

Potem Wojtek odwiózł go samochodem do schroniska dla bezdomnych mężczyzn. Byli obaj w podobnym wieku, ale na tym podobieństwo się kończyło. Wojtek – dobrze prosperujący architekt, żyjący w dobrobycie i dużym domu – i Kuba, którego cały dobytek mieścił się w jednej torbie, a adresem była noclegownia przy Makuszyńskiego.

Wojtek długo nie wracał. Kiedy w końcu przyjechał, był jakiś taki zmielony. Okazało się, że siedział z Kubą w aucie i rozmawiali. Powiedział tylko: „On miał straszne życie... Podziwiam, że w ogóle próbuje się podnieść. Ale jest inteligentny, ma dużo rzeczy przemyślanych i ma swoją mądrość. W środku jest całkiem inny niż na zewnątrz”…

Nalał sobie wody do kubka, podniósł z podłogi synka, który płakał. Zaczął chodzić po pokoju. „Ja nigdy wcześniej tak nie patrzyłem na tych ludzi”, mruknął. „No, po prostu… w ogóle na nich nie patrzyłem. Odwracałem głowę”.

Potem dodał jeszcze: „Kuba bardzo chce się zmienić, chce z tego wyjść. I wyjdzie”.

Nie wyszedł. Porzucił pracę w jadalni, wyjechał do innego miasta i przepadł. Później przyszła wiadomość, że znowu pije.

Ta historia najpierw dała mi nadzieję, a potem ją odebrała. Ale jednak nie odebrała naprawdę. Nadzieja nie jest z tego świata i ma trwać.

Dalej roznoszę po jadalni zupę i dalej - czasem wbrew wszystkiemu - wierzę, że nowy początek jest zawsze możliwy, że Bóg stwarza nowe drogi tam, gdzie człowiek widzi tylko powrót do dawnych błędów.

Święty Bracie Albercie, módl się za nimi.

DZ

Zadanie publiczne z zakresu promocji i organizacji wolontariatu pod nazwą "Wolontariat rozwija”, jest realizowane od 10 czerwca 2025r.do 31 grudnia 2025r. przez Fundację Po pierwsze CZŁOWIEK. Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.


Autor: DZ
Wróć do listy artykułów