Jak to się zaczęło?
Najpierw były zajęcia artystyczne, warsztaty z Anią i s. Samuelą, potem z s. Moniką. Decoupage. Ciekawa technika, która polega na nanoszeniu wyrwanych fragmentów serwetek na różne podłoża: szkło, drewno, styropian, plastik. Potem utrwalenie lakierem. Od dawna lubiłam to robić. Dla siebie. Czasem „na prezent”. Tu, na Woronicza zauważyłam, że na środowe, popołudniowe zajęcia przychodzą ludzie, „podopieczni”, którzy zauważają ogromną sprawczość własnych dłoni. To było niesamowite. Ten zachwyt, błysk w oku, podziw dla swojego … dzieła. I pytania: będzie pani za tydzień? Pomoże mi pani? Pomagałam, współtworzyłam, podprowadzałam. Dawało to satysfakcję, że patrzy się, gdy ktoś tak bardzo pragnie, by jego skostniałe, „niezgrabne” ręce wytworzyły dzieło sztuki. Nie było to trudne, bo serwetki dają wiele możliwości. Ogrom motywów, kształtów, kolorów. Na różne okazje. Dla tych ludzi było to COŚ.
Potem były kolejne ŚDU. Mały Rynek. Trochę strach. Centrum miasta. Tu, na Woronicza … sami swoi. Tam tłum, obcy, dziwni, inni. Robiliśmy ozdoby świąteczne. Lekki, bezpieczny styropian. Bańki. Różne: małe, duże. Ktoś powiedział: „Chcę dać to mojemu synowi. Nie widziałem go długo. Niech ucieszy się, że ojciec sam to zrobił. Ładne? Uwierzy? Może powiesi na choince? Pomyśli o mnie ciepło? Wie pani, sporo w życiu zawaliłem”. I urwana wypowiedź. Ktoś inny: „Chcę podziękować sąsiadce. Czasami dawała mi na chleb, czasami częstowała ciepłym obiadem. Nie mam jak odwdzięczyć się. Zrobię coś dla niej”. Noooo. Robiło to wrażenie i łapało za serce. Koniec listopada, robimy ozdoby, a ktoś przypomina sobie swoje dawne Boże Narodzenie i budzą się w nim miłe wspomnienia. A teraz? Inna rzeczywistość, o której nie chce się opowiadać. Och, trudne to.
Kolejne ŚDU i malowanie koszulek. Nanoszenie wzorów z szablonu. Łatwe, ale tylko dla kogoś, kto nie tak dawno trzymał w dłoni pędzel, pędzelek, potrafi złapać i utrzymać „zgrabnie” mały przedmiot. Ma wyczucie przy nacisku, pociągnięciu. Farby czasem nakładają się na siebie, zlewają. Oj, tyle pracy na marne. Złość, frustracja, czasem coś niecenzuralnego pod nosem. „Mogę jeszcze raz? Zależy mi. Chcę coś ładnego zrobić. Ja sam. Dam radę. Będę chodził w tej koszulce!”. Jak tu nie wzruszyć się? Jak tu nie pochylić? Jak nie pochwalić i wyrazić wszystkich „ochów” i „achów”.
Inne realia na Woronicza. STOŁÓWKA. Miejsce, gdzie STÓŁ jest ważny. On łączy, jednoczy, integruje. Jest centrum dnia. Na nim coś ciepłego, sycącego. To miejsce to nie tylko JADŁODAJNIA, gdzie DAJĄ JADŁO, a potem każą iść sobie. Można posiedzieć, pogadać, poobserwować, poczuć sytość i ciepło. Nie tylko w ciele, ale i na duchu. Niektórzy mniej, inni bardziej przyjaźni. Większość twarzy znajomych. Wczoraj inni wolontariusze, dziś inni. Jakaś atrakcja dnia w monotonii codziennej przyziemności. Coś się dzieje.
Jak rozmawiać z „podopiecznymi”? O czym? Co ich interesuje? Co jest bezpiecznym tematem? Jak podejść i zwyczajnie zagadać? Jak zacząć? Powiedzieć o pogodzie? O zupie? O kwiatku na parapecie? O wyniku wczorajszego meczu? Na początku trudno. Z różnych względów. Dla każdego wolontariusza innych. Trzeba wyjść poza – odmienianą przez wszystkie przypadki – strefę własnego komfortu. Spróbować zdać kilkuminutowy sprawdzian z empatii. Ocena będzie, oj tak. Na pewno niewidoczna na papierze, w dzienniku, na zewnątrz, ale … w sercu, w odczuciu i poczuciu, że może udało się tym razem. Co udało się? Nawiązać tę nić, niteczkę porozumienia, sympatii, która może będzie trwała kilkanaście sekund, może nawet minut? Do następnego spotkania. Wiele przeszkadza w tej relacji. Nie jest łatwo przełamać poczucie pustki w głowie, schematów i stereotypów tworzonych wewnątrz siebie latami.
Kilkadziesiąt spotkań przy talerzu z zupą pozwala na pewną śmiałość i odwagę. Śmiałość, by powiedzieć „Panie Janie, ładna koszula dziś” lub „Pani Zosiu, dziś pani wcześniej niż zwykle”. Drobne, proste, ale wypowiedziane z serca i czyniące cuda. Małe cuda: uśmiech, nawet czasami skrywany, jakby wstydliwy, odczuwalna sympatia i jednocześnie wyraźna chęć kontynuacji SPOTKANIA z drugim człowiekiem. No właśnie, bo wiele rzeczy na tym świecie jest ważnych, ale Po Pierwsze Człowiek :).

Zadanie publiczne z zakresu promocji i organizacji wolontariatu pod nazwą "Wolontariat rozwija”, jest realizowane od 10 czerwca 2025r.do 31 grudnia 2025r. przez Fundację Po pierwsze CZŁOWIEK. Projekt realizowany przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.